RSS
wtorek, 15 maja 2012
bez tytułu

Cześć

Baaaardzo dawno tutaj nie byłem. Czuję w sobie potrzebę napisania notki, jednak nijak nie wiem co mam napisać. Problemem nie jest brak tematów, ale ich nadmiar. Mija właśnie 5 miesięcy od mojej ostatniej notki...

Styczeń i początek lutego minęły pod znakiem sesji. Było ciężko, zarwałem sporo nocek, ale ostatecznie zakończyłem ją pomyślnie. Jak się później okazało, mój wynik był wystarczający, aby utrzymać zniżkę czesnego, co cieszyło mnie jeszcze bardziej. 

Zaczęło robić się ciepło, w międzyczasie zaaplikowałem na praktyki. O dziwo przyjęli mnie, chociaż z pierwszego roku raczej ciężko się dostać. Początki były trudne, jednak ostatecznie wyszedłem na plus.

Ciężko po kolei streszczać co się działo, poznałem sporo osób, wszystko zaczęło się układać po mojej myśli. W kwietniu odezwał się do mnie tata, po raz pierwszy od kilku lat. Zburzył mi tym samym cały życiowy porządek. Potem poleciałem na parę dni do Norwegii, wróciłem, ogarnąłem się. Teraz zasuwam z projektami, aby dotrzymać terminów.

Muszę zacząć regularniej pisać, sporo mam do opisania.
 

14:18, taki-sobie-ktos
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 02 stycznia 2012
Nadszedł nowy rok

Dziś mam przyjemność po raz pierwszy powitać Was w nowym roku.
Sylwestra spędziłem w Krakowie, było naprawdę epicko, jednak mój humor nie pozwolił mi się bawić w 100%. Tyle rozbitego szkła jak na rynku o północy nie widziałem jeszcze nigdy. Olga okazała się zajęta. Trochę szkoda, ale przynajmniej nie robię sobie teraz nadziei i nowy rok zacznę z wolnym umysłem. Zresztą, pewnie i tak nic by z tego nie wyszło ;x

Hm.
Pasowałoby jakoś podsumować miniony rok...
Spina od samego początku. Studniówkowy sukces i porażka jednocześnie - program studniówkowy wyszedł znakomicie, zawiodła osoba towarzysząca. Potem 3 tyg. przerwy i druga studniówka, tym razem jak najbardziej udana. Po tym całym zamieszaniu przyszedł czas na naukę, zwłaszcza matmy i wosu. Z tego miejsca pragnę podziękować panu Markowi, który bardzo wpłynął nie tylko na moją wiedzę matematyczną, ale także na wiele innych aspektów mojego życia. Ten człowiek ma taką charyzmę, że nie da się go nie słuchać, naprawdę.
I wtedy przyszedł maj, na na na kurwa :D I była matura, i matura się skończyła, i zaczęły się wakacje. Wielka radość w czerwcu, jeszcze większa w sierpniu - zdałem maturę i idę na studia.
W październiku zaczęły się studia, i w sumie nie jestem w stanie powiedzieć, jak minęły ostatnie 3 miesiące. Od melanżu do melanżu, ciągle coś się dzieje.
Czego nauczył mnie ten rok ? Że limity istnieją tylko w głowie. Ciężką pracą można osiągnąć cuda. To chyba najważniejsze. Co więcej ? Że nie umiem znaleźć motywacji. Marnuję kurewską ilość czasu. I to jest najgorsze, że marnuję najlepszy czas mojego życia. 
Stało się ze mną coś dziwnego... zacząłem się robić jakiś aspołeczny. Wiem, że to dziwne, bo ogólnie melanżuję i stykam się z wieloma osobami, ale zacząłem nie lubić ludzi. Mam coraz większe problemy z nawiązywaniem znajomości, z rozpoczęciem i pociągnięciem rozmowy. 
Nie jestem już tym samym typem co rok temu o tej porze. Czy jestem lepszy ? Na pewno jestem dalej niż byłem. Cała reszta zmian nie do końca mnie cieszy. 

Postanowienie na nowy rok ? Przestaję marnować czas i biorę się za siebie. A co z uczuciami ? Pewnie nic, zawsze tak jest ;x

Kończę na dzisiaj, rgds.

 

17:58, taki-sobie-ktos
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 15 grudnia 2011
...

Siemer,
Dawno nie pisałem, jak zwykle zresztą. Co u mnie ? Wpadłem chyba w wir studiowania. Codziennie jakieś zajęcia popołudniowe, wtorek - koło fotografii, środa - koło grafiki i animacji, czwartek - koło filmoznawcze. W sumie nie wiem po co mi tyle tego... Ale marnuję już wystarczająco dużo czasu, a tak przynajmniej spędzę go z ludźmi robiąc coś ciekawego. Znalazłbym sobie chętnie jeszcze coś na poniedziałek, bo piątek warto mieć wolny, w razie jakby trzeba było podskoczyć do domu, czy coś... Miałem się zabrać za siebie, ale jak zwykle brak mi motywacji ;x

Zaczęła mnie ostatnio martwić jedna kwestia... Przemijanie. Tak, czas leci nieubłaganie, a najsmutniejsze jest to, że właśnie teraz lecą najpiękniejsze lata mojego życia ;x Najbardziej martwi mnie jednak fakt, że spędzam ten czas sam - przed komputerem, w łóżku, nie robiąc nic. Nic, co sprawiłoby mi radość, co zapamiętałbym na całe życie lub co zaprocentowałoby w przyszłości. Komuś starszemu ode mnie może wydawać się to śmieszne, ale mnie naprawdę martwi fakt, że niedługo stuknie mi 20 lat ;x Czuję, że powinienem zabrać się za coś, co jakoś zaprocentuje w przyszłości. Albo przynajmniej sprawi, że na chwilę na mojej twarzy pojawi się uśmiech. A może to jest właśnie czas, żeby znaleźć sobie kogoś ? Kogoś, z kim będę mógł spędzić miło czas - porozmawiać, pomilczeć, przytulić się... Fajnie się o tym wszystkim mówi, lecz gdy przychodzi co do czego to nie jest to takie proste. Zresztą, o czym ja tu piszę, skoro nie chce mi się nawet podnieść z łóżka w sobotę ;x Z jednej strony tak bardzo chciałbym mieć kogoś bliskiego, z drugiej jednak tak bardzo boję się komuś zaufać. Nie wiem zresztą czy można nazwać to strachem... Ja po prostu nie chcę, tak cholernie nie chcę nikogo do siebie dopuścić. Boję się otworzyć i opowiedzieć komuś wszystko, co w sobie tłumię. Nauczyłem się już żyć z tym wszystkim, a raczej wymazałem z pamięci większość złych momentów, które przywołują masę negatywnych wspomnień i sprawiają, że znika ta cała maska zadowolonego z życia i pewnego siebie faceta, a pojawia się mały chłopiec z opuszczoną głową i łzami w oczach. I szczerze mówiąc nie chcę nikomu o tym opowiadać... Wiem, że nie uniknę tego, że kiedyś będę musiał opowiedzieć o tym komuś od deski do deski, w końcu na tym polega związek - żeby sobie zaufać. I wtedy nie będę mógł zbywać pytań wymijającymi odpowiedziami, tak jak to robię do tej pory. Nawet jeśli zataiłbym część faktów, to prędzej czy później by to wyszło. A wybiegając w skrajnie daleką przyszłość w przypadku zatajenia takich rzeczy Kościół często unieważnia małżeństwo. Więc ukrywanie czegokolwiek nie ma w pewnym momencie żadnego sensu. I chyba nieuniknionym jest ostatecznie zrzucić ten pancerzyk pozornego szczęścia i dać się poznać z tej prawdziwej strony... Może nawet zrzuciłbym z siebie ten ciężar, który mimo pozornego wymazania niektórych momentów z pamięci podświadomie nadal jest odczuwalny. Co jednak stanie się gdy otworzę się za szybko, albo opowiem to niewłaściwej osobie ? Może wykorzysta to aby mnie psychicznie zniszczyć, opowie to wszystkim i będę praktycznie zniszczony w swojej grupie... A może wprost przeciwnie, zaskoczy mnie pozytywnie i zrozumie przez co przechodziłem... Wydaje mi się że nie zniósłbym nawet wzroku osoby, która wiedziałaby o mnie wszystko. Czułbym się wtedy kompletnie bezbronny, a wzrok tej osoby przeszywałby mnie na wylot. 
Jeśli ktokolwiek to przeczyta pewnie stwierdzi, że pierdolę smuty. Tak - smęcę, pierdolę, żalę się. Po to jest to miejsce. Żeby opisać wszystko, co leży mi na sercu, co zaprząta umysł, co spędza mi sen z powiek. I nie przywiązuję wagi do tego, że piszę chaotycznie, bezładnie etc. Staram się tylko jak najjaśniej opisywać emocje i jak najlepiej przedstawiać sytuacje. 
Spotkałem ostatnio pewną dziewczynę. Chociaż spotkałem to chyba wyolbrzymienie, bo jeszcze z nią nie rozmawiałem. Po raz pierwszy zobaczyłem ją na dniu otwartym kół naukowych. Potem jeden wieczór gÓglowania i już wiedziałem z kim mam do czynienia. Ukrainka, rok młodsza, na II roku studiów. Bardzo aktywna na uczelni, chyba każdą wolną chwilę spędza na czymś pożytecznym. Pewnie to banalne, ale urzekła mnie swoją urodą. Zgrabne nogi, idealna figura, po prostu nie ma się do czego przyczepić. Nie będę tutaj ściemniał że wygląd nie ma znaczenia etc., jednak bardzo ciekawi mnie jaka jest prywatnie. Może cierpi na samotność w obcym kraju i w ten sposób zapełnia sobie wolny czas, może spełnia się pracując z ludźmi, a może po prostu nabija punkty do stypendium. Trudno jest mi cokolwiek więcej na jej temat powiedzieć, co prawda mam trochę pojedynczych informacji i na upartego dałoby się zrobić z tego jakiś punkt zaczepienia, jednak ciężko jest mi się zebrać i zagadać. Wiem, brzmi to lamersko, ale obawiam się np. czy zrozumie co do niej powiem. Poza tym nie wiem nawet, czy jest wolna. Wiem na pewno, że nie zostawię tej sprawy losowi.

Musze wziąć się za siebie i przestać marnować czas. Bo właśnie ten czas jest najcenniejszy, nikt mi go nie zwróci. Z czasem jest trochę jak z pieniędzmi - mamy ich mniej lub więcej, ale nigdy nie możemy wydać dwa razy tej samej złotówki... I każda następna minuta nie będzie taka jak poprzednia, i żaden następny dzień nie będzie taki sam, jak ten dzisiejszy. I tylko ode mnie zależy ile dni zapadnie mi w pamięci, a ile minie niewykorzystanych. A co będzie z Olgą ? Pewnie nic, ale na pewno spróbuję.

Kończę na dzisiaj, rgds.

Nuta na dzisiaj: http://www.youtube.com/watch?v=2c6Hj5u-LRM


  

01:43, taki-sobie-ktos
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 25 października 2011
A pamiętasz jak...

Ehh, chyba niepisaną tradycją stało się, że umieszczam notki co 2 miesiące. Nie potrafię znaleźć przyczyny tej sytuacji, obiecywałem że gdy zaczną się studia będę pisał codziennie, jednak nie jestem w stanie zmotywować się do minimalnego wysiłku, aby wyskrobać choćby parę słów.

Co u mnie ? Przeprowadziłem się, śmigam na uczelnię, poznaję nowych ludzi i melanżuję, to tak w skrócie. Tyle było wątpliwości odnośnie tej uczelni, jednak po niespełna miesiącu spędzonym tutaj stwierdzam, że warto. Naprawdę warto się tu kształcić. Co prawda nawiedzonych wykładowców jest kilku, a na niektórych wykładach siedzę jak kompletne nemo, no ale cóż ;d
Poznałem tu masę fajnych ludzi, a to dopiero początek ;d Wspaniałych ludzi, z którymi dzielę pasję, z którymi można pogadać, zrobić melanż, po prostu ludzie uniwersalni ;d Chciałbym spotykać więcej takich na swojej drodze :)

W sumie w każdej notce staram się rozpisać o czymś, co w danej chwili zaprząta moje myśli. Poznałem dziewczynę, niestety przez internet, ale teraz mieszka w Norwegii, przeprowadziła się parę miesięcy temu. Przeprowadziła się z rodzicami, z powodu takiego jak miliony Polaków - praca. Musieli zostawić wszystko tutaj i przeprowadzić się do malowniczej, jednak zimnej Norwegii. Szkoda mi dziewczęcia, nie może się tam odnaleźć. W sumie nie dziwię się, norweski nie jest łatwy, a po angielsku nie ze wszystkimi da się pogadać. I to jest cholerny żal, że jedni siedzą na dupie a hajs im leci nie wiadomo skąd, bo odziedziczyli firmy po rodzicach czy whatever i myślą że skarpetki same się piorą, a inni muszą za pracą emigrować do innego kraju. A może to jest jakaś perspektywa ? Lepszy standard życia, możliwość studiowania za granicą. Sam o tym kiedyś myślałem, i myślę coraz częściej. Jednak wracając do tematu, czy jesteśmy bezsilni ? Ludzie się kształcą na studiach wyższych, a i tak migrują...
Wiem, nic konkretnego nie wniosłem tym akapitem, jednak po to mam tego bloga, aby przelewać myśli. I życzę sobie z całego serca, aby mój ewentualny wyjazd był wynikiem mojego wyboru, a nie przymusu.

Nie mam już sił dzisiaj zamulać, zaraz będzie 3:00 xD Dobrze że jutro na 13:35, rgds.
nuta na dzisiaj: http://www.youtube.com/watch?v=lq7dJ25Japs

02:39, taki-sobie-ktos
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 29 sierpnia 2011
;x

Nie zaglądałem tu 2 miesiące, w sumie nie wiem dlaczego. Czerwiec - melanże, lipiec - choroba, a w sierpniu sam nie wiem co... Zacznę od początku.

30 czerwca dostałem radosną nowinę, zdałem maturę ;D W sumie wyniki mogłyby być lepsze, zwłaszcza wos, ale nie jest źle ;d Najważniejsze że omija mnie kampania sierpniowa.

Na początku lipca lekko zmokłem (ahh, lipcopad <3). W sumie nic specjalnego, ale 2 dni później leżałem już z gorączką 41, ledwo dysząc. Jeden antybiotyk, potem drugi, trzeci. Przeleżałem cały miesiąc, nie mogłem jeść, ogólnie czułem się okropnie. Ostatecznie dopiero pod koniec lipca byłem w stanie ruszyć się i zawieźć papiery na uczelnię. Grunt że nie miałem już takiej gorączki.

W sierpniu dostałem kolejną świetną wiadomość, dostałem się na uczelnię, i dodatkowo mam 50% zwolnienia z czesnego. Wszystko zaczęło się układać. Ale zaczęły się wątpliwości... Czy dobrze wybrałem ? Czy to jest moja droga ? Czy dam radę ? Na żadne z tych pytań nie jestem w stanie odpowiedzieć w 100% twierdząco...
I to w sumie tyle, jeśli chodzi o ostatnie wydarzenia.

Dzisiaj spotkałem koleżankę na zakupach, po krótkiej rozmowie powiedziała, że się przeprowadza... Tak, moja niespełniona miłość, dla której przygotowałem w tym roku niespodziankę na dzień kobiet wyprowadza się prawie na drugi koniec kraju ;x Za powód podała 'niemiłą sprawą rodzinną', domyślam się że rozwód rodziców, ale nie mam pewności.
Ogarnął mnie straszny smutek... Czuję że coś tracę, ale czy można tracić coś, czego się nigdy tak naprawdę nie miało ? Swego czasu naprawdę myślałem, że coś z tego może być, potem jakoś to wszystko się posypało... Zresztą nvm, i tak teraz nie ma to już znaczenia. Pewnie i tak nic by z tego nie było... Pozostanie mi po niej wspólne zdjęcie z wystawy fotografii i masa miłych wspomnień ze wspólnych wypadów na czekoladę. Nie zapomnę, to pewne. Jednak czy ja zajmę w jej pamięci chociaż trochę miejsca ?

Kończę na dzisiaj, rgds.

23:57, taki-sobie-ktos
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 26 czerwca 2011
Już sam nie wiem jak to ma być...

Siemer,
Rzadko tu zaglądam, w sumie straciłem kompletnie zajawkę do pisania bloga. Chyba zdałem sobie sprawę, że gdy nie mam obowiązków, to nie jestem w stanie się zmotywować do niczego. Nie ruszam się nigdzie, rzadko piszę/rozmawiam z kimś spoza mojej ekipy, po prostu umarłem. Gdy chodziłem do szkoły, mimo że nie przykładałem się do nauki, to jednak całe to życie towarzystkie się jakoś kręciło - tutaj gadka, tam jakiś event, tu z kimś na browara po szkole, tam na popołudnie na spacer albo na czekoladę... A teraz ? Jedno zdanie - 'Nie chce mi się'. Tak zwyczajnie, nie chcę mi się ruszyć, wyprasować ubrać, umyć butów, napisać do kogoś i gdzies wyjść. Kiedyś nie było z tym problemów, w sumie nie wiem co się zmieniło. Pewnie to, że chodząc do szkoły, spotykając znajomych na każdym kroku nigdy nie było problemów z towarzystwem. Z pracą na razie nic nie wiadomo, więc siedzę w domu, 90% czasu spędzając przed komputerem. Za nic konkretnego się nie zabieram, bo mi się nie chce. Jak znam siebie, to gdy zacznę pracę, to będę narzekał na brak czasu na to, co zaplanowałem sobie na wakacje. Bez sensu, prawda ?

Co więcej ? Hm... Działam trochę na jednym forum. Najaktywniej w dziale, gdzie ludzie opisują swoje problemy. Czasem naprawdę jest tam ktoś, kto potrzebuje pomocy, bo sobie nie radzi z życiem. Jednak najwięcej jest tematów związków, a właściwie chęci posiadania obok siebie jakiegoś 36.6 ;d Proszą o rady - jak podejść, co powiedzieć, jak się zachowywać. W sumie rozumiem ich, sam kiedyś szukałem czegoś takiego. Tylko czy jest sens szukać recepty na forach ? Moim zdaniem nie. Nie ma sensu szukać uniwersalnego sposobu na podryw, bo coś takiego nie istnieje. Szczerze mówiąc nie chce mi się wierzyć, gdy ktoś reklamuje jakąś gadkę jako 'tekst, który zawsze działa.' Nie ma sensu budować każdej rozmowy na schemacie z forum, bo łatwo się zaciąć i wtedy klapa. I najważniejsze - jeśli chcecie się zmieniać, to przede wszystkim dla siebie, a nie dlatego, żeby się komuś przypodobać. Zmiany są dobre, ale tylko wtedy, gdy są wynikiem Waszej pracy dla samego siebie. Ale druga osoba potrafi być dobrym motywatorem - wiem po sobie ;dd

Kończę na dzisiaj, rgds.

21:36, taki-sobie-ktos
Link Dodaj komentarz »
sobota, 11 czerwca 2011
Po przerwie...

Kompletnie wyleciało mi z głowy, że mam coś takiego, jak blog. Matura i inne zajęcia absorbowały mnie naprawdę mocno, potem zaczęły się wakacje i jakoś tak wyszło, że nie mam zbytnio czasu pisać. W sumie nawet nie mam o czym teraz opowiadać. W skrócie, to: napisałem maturę, zdałem ustne, a teraz cieszę się wakacjami. Niedługo chyba zacznę robotę, więc wolnego czasu pozostanie bardzo niewiele. I czekam na październik... :)

10:17, taki-sobie-ktos
Link Dodaj komentarz »
piątek, 01 kwietnia 2011
...

Siemson
Od bardzo dawna tu nie zaglądałem... Parę razy dopadała mnie ochota, żeby coś napisać, jednak nie miałem weny, aby skleić tu więcej niż 2 proste zdania. Dzisiaj też nie odczuwam słowotoku, ale chciałbym streścić w kilku słowach ostatnie wydarzenia.

Plany kręcenia promo poległy - raz wypadło coś kumplowi, potem ja byłem chory, i ostatecznie nic z tego nie wyszło. I może to i lepiej, przed maturą lepiej się nie rozpraszać.
Z Kingą ? Nic, kompletnie nic. Nie spotkaliśmy się ani razu od 8 marca... Próbowałem się z nią umówić po zajęciach, ale cały czas jest czymś zajęta. Ale odpuściłem sobie już na dobre, nie zamierzam do tego wracać. Pozostało mi po niej jedynie jedno piękne zdjęcie z wystawy, na której byliśmy razem.
Co poza tym ? Przewinęło się parę dziewczyn, jednak przy żadnej z nich moje serce nie zabiło mocniej. Aż do środy :) Umówiłem się z pewną dziewczyną... W sumie na przekór sobie, bo nasłuchałem się na jej temat wiele niemiłych wypowiedzi. Jej koleżanki z klasy mówiły że traktuje ludzi z góry, że jest samolubna, że wywyższa się, że ma bardzo zawyżoną samoocenę... Ogólnie osoba, z którą szkoda się zadawać. I szczerze mówiąc gdy jej nie znałem, z rozmowy wywnioskowałem coś podobnego. Sprawiała wrażenie osoby zimnej, patrzącej na wszystko z góry. Kiedyś potrzebowała pomocy, akurat byłem w pobliżu więc pomogłem jej, jednak powiedziałem, że w zamian pozwoli mi się gdzieś zaprosić. Przytaknęła bez namysłu, a ja nie podchodziłem do tego wiążąco - po prostu nie chciałem pomagać za free ;d Minął miesiąc, a ja całkowicie o tym zapomniałem. Zagadała do mnie jakiś tydzień temu, czy o niej pamiętam. Przytaknąłem, i umówiliśmy się na środę. Nie wiedziałem, czego mam się spodziewać. Podszedłem do tego spotkania kompletnie na luzie, bez zbędnych nerwów jak wypadnę. W końcu nawet jakby było okropnie, to przecież było to tylko niezobowiązujące spotkanie dwójki znajomych. Ostatecznie po spotkaniu mógłbym po prostu olać tą znajomość. To chyba jest moja przypadłość, że lubię iść na przekór. I życie pokazało, że czasem tak trzeba. Okazała się bowiem naprawdę miłą i interesującą osobą, z którą mogłem rozmawiać przez 4 h i ani przez chwilę się nie nudziłem. Opowiadała mi dużo o sobie, o swoich zainteresowaniach, o planach na przyszłość. Szczerze mówiąc wydawała się całkiem inna... a to po prostu miła dziewczyna, która jest chyba nieco samotna. Może to tylko pozory pierwszego spotkania, nie wiem. W każdym razie nie sądzę, żeby to było nasze ostatnie spotkanie :) Byliśmy na kawie, potem na spacerze w parku. Byłem pod wielkim wrażeniem jej osobowości. Sprawiła wrażenie naprawdę wartościowej osoby. Ciekawi mnie jak to się rozwinie dalej. Na koniec odprowadziłem ją do domu, podziękowała mi za miłe popołudnie i... na pewno kojarzycie ten moment z filmów, gdy główni bohaterowie stoją naprzeciw siebie i patrzą sobie w oczy, a muzyka stopniowo buduje napięcie przed momentem pocałunku... Nie, nie było jak w filmie. Sam nie wiem dlaczego, po prostu to nie byłoby w moim stylu pocałować ją po pierwszym spotkaniu. Dlatego po chwili niepewności przytuliłem ją, po czym udałem się na autobus. Dosłownie latałem nad chodnikiem ;D Miałem prześwietny humor, aż chciało mi się żyć. Muzyka grała w słuchawkach, a delikatny wiatr rozwiewał mi rozpiętą kurtkę. Czułem się fenomenalnie :D
No i czwartek i piątek upłynęły głównie pod znakiem bibliografii, która i tak jest niegotowa xD

No i tak mija czas, do matury coraz bliżej, a ja cały czas się bawię... Bajka, kiedyś się ogarnę :D
Kończę na dzisiaj, rgds.

23:15, taki-sobie-ktos
Link Dodaj komentarz »
środa, 09 marca 2011
Już sam nie wiem, jak to ma być...

No siema

Kurde, jak ten czas leci...  W sumie piszę tą notkę od 8 dni, i ciągle brakuje mi czasu, aby ją skończyć.

Co u mnie ? Trochę się działo, także przygotujcie się na nudną, długą notkę...
Wraz z początkiem marca moja mama zachorowała na zapalenie płuc. Przybyło mi w związku z tym sporo obowiązków, ale na szczęście już jest dobrze. Tamten tydzień ogólnie upłynął mi pod znakiem zmartwień o zdrowie mamy, etc. Na szczęście wszystko skończyło się dobrze.
Potem mój blog odmówił posłuszeństwa. Przez 3 dni nie mogłem się się na niego zalogować, co mnie bardzo wkurwiało. Na początku myślałem, że to ogólny problem bloxa, ale później sprawdziłem blogi moich znajomych i działały. Założyłem już nawet nowego bloga. Ale na szczęście ten blog znów zaczął działać, jednak nie miałem jakoś humoru, żeby kończyć tą notkę. Ogólnie od pewnego czasu czuję, że coś burzy mój wewnętrzny spokój... Cały czas nie wiem co to jest, ale przeszkadza mi to, i to bardzo ;x
W niedzielę naszła mnie myśl, aby zrobić koleżance niespodziankę z okazji dnia kobiet. Chwilę zajęło mi, zanim sobie wszystko poukładałem. W poniedziałek poświęciłem sporo czasu, aby to wszystko dopracować. Gdy już wszyscy wiedzieli co mają robić (kelnerzy, kwiaciarnia, etc.) odetchnąłem z ulgą. Przyszła mi wtedy myśl... "Po co ja to wszystko robię ? Przecież jestem jej kumplem, i raczej to się nie zmieni." I ta właśnie myśl towarzyszyła mi przez resztę popołudnia. Po co tak naprawdę to robiłem ? Myślę, że powody są dwa. Po pierwsze, chyba Dominika (o niej kiedy indziej) zaszczepiła we mnie jakąś odrobinę optymizmu, i właśnie ta odrobina sprawiła, że mimo wszystko wierzyłem, że coś z tego może być. Nie wiem jak to nazwać, z jednej strony była to nadzieja, z drugiej chyba próba wmówienia sobie, że wszystko może się dobrze ułożyć. Po drugie, chciałem poczuć się potrzebny i sprawić, że ktoś poczuje się przy mnie wyjątkowo. Chciałem sprawić komuś przyjemność, a jednocześnie poczuć, jak to jest zorganizować coś takiego i jakie uczucia temu towarzyszą. Chciałem po prostu zobaczyć ten piękny uśmiech, którym K. potrafi mnie oczarować. We wtorek obleciałem wszystko jeszcze raz, żeby sprawdzić, czy wszystko jest tak, jak zaplanowałem. Gdy wszystko było gotowe, mogłem spokojnie zacząć 'przedstawienie'. K. niczego się nie spodziewała, jak gdyby nigdy nic weszliśmy do lokalu. Była zdziwiona, gdy tak po prostu usiedliśmy przy stoliku z napisem 'rezerwacja'. Jednak nie spodziewała się, co będzie dalej. Nie chce mi się tutaj opowiadać tego wszystkiego, co się działo. Dużo czasu zajęłoby również opisanie jej reakcji... Na jej twarzy pojawił się piękny uśmiech, a oczy się zaświeciły. Wiele bym dał, aby móc ją oglądać taką częściej... Po prostu promieniała radością. Do końca spotkania nie była mi w stanie opisać, jak bardzo jest pod wrażeniem. 'Naprawdę sam to zorganizowałeś ?', 'Jak na to wpadłeś ?' - takie pytania mi zadawała :) Wiecie jak się czułem ? To jest nie do opisania... Przepełniała mnie radość, satysfakcja i duma. Cieszyłem się widząc, że moje starania zaowocowały czymś takim. Spędziliśmy tam ponad 1,5 h. Cały ten czas nie mogłem się nacieszyć tym wszystkim. Po wyjściu z lokalu zaczęła dość sporo mówić. Podziękowała za wszystko, za to że zrobiłem jej taką niespodziankę, że pokolorowałem trochę jej życie, że zrobiłem coś miłego w popołudnie, które nie miało się niczym różnić od innych, że bardzo się cieszy, że ją to spotkało, etc. Opowiedziała mi też o swojej znajomości, która jeśli dobrze zrozumiałem, niedawno się skończyła. Mówiła, że gośc sobie olewał kompletnie, że nawet się do niej nie odezwał w dzień jej urodzin. Nie oczekiwała prezentu. Po prostu chciała tamtego dnia z nim pobyć. Wg mnie typ jest idiotą, skoro nie doceniał tego, co miał... ;x Pocałowałem ją w policzek na pożegnanie, jednak chyba nie była tym zbytnio zachwycona. Tak o to zakończył się mój dzień...

Wnioski ? Ciężko mi teraz cokolwiek powiedzieć... Opowiedziałem o tym co zrobiłem kilku koleżankom. Niektóre są zajęte, inne nie. Jednak każda była pod wielkim wrażeniem. Usłyszałem wiele opinii jaki to jestem kreatywny, oraz opowieści, że faceci w związkach się tak nie starają. Każda z nich powiedziała, że bardzo by chciała, aby coś takiego ją spotkało. Nie wydaje mi się jednak, żeby wczorajsze wydarzenia zmieniły jakoś relacje między nami. Chyba, że na gorsze ;x Nie wiem co z tego będzie... Z jednej strony cieszę się, że sprawiłem jej radość. Z drugiej jednak jest mi tak cholernie żal, że najprawdopodobniej nic się nie zmieni. I to właśnie ta myśl sprawia, że mam teraz tak okropny humor. Żyć mi się nie chce, naprawdę. Nie wiem co musiałbym zrobić, aby zaczęła mnie traktować jak faceta, a nie tylko jak kumpla. Koleżanki mówiły, że nawet najtwardsze serce by zmiękło... No cóż, jak zwykle zdam się na czas, który wyjaśni wszystko.

Co teraz ? Nie wiem, kurwa. Nie chce mi się wstawać rano, nie chce mi się jeść, ani robić niczego innego... Czy to kwestia sytuacji, w jakiej teraz jestem ? Po części na pewno.
Wiecie, kiedyś żeby wytłumaczyć sobie wszystkie niepowodzenia stwierdziłem, że moje szczęście po prostu nie leży w drugiej osobie. I zacząłem rozwijać umiejętności animacji komputerowej i moviemaking'u. Dzięki temu teraz robię coś interesującego, jednocześnie czerpiąc z tego satysfakcję. Długo trzymałem się tej myśli... Ale niedawno zacząłem czuć potrzebę posiadania kogoś na stałe. Kogoś, z kim mógłbym tę radość dzielić. I chyba to jest właśnie wyjaśnienie mojego ostatniego humoru...

Nie wiem co będzie dalej, na następny dzień czekam jak na wyrok. Ale w piątek kręcimy promo, więc oderwę się przynajmniej na chwilę. Przez tą sytuację nie wiem nawet, czego tak naprawdę teraz chcę... Kończę wreszcie tą notkę, rgds.

 

21:06, taki-sobie-ktos
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 21 lutego 2011
...

Siema

Kurde, zapomniałem już jak wygląda mój blog ;x Czas leci jak opętany, a ja mimo wszystko próbuję go maksymalnie rozciągnąć. Czas przed maturą ucieka szczególnie szybko...

Co u mnie ? W sumie rewolucji nie było, chociaż mam ostatnio jakiegoś doła. Walentynki spędziłem przed kompem, z dwoma browarami. I nie ukrywam, że nie napełniło mnie to optymizmem. No cóż, nic na to nie poradzę. Przez jedno pieprzone komercyjne święto nie ma się co załamywać. Życie przecież kręci się dalej, więc nie ma co stać z boku, bo każdy dzień jest wyjątkowy i żaden następny już nie będzie taki sam. Jestem teraz w dość skomplikowanej sytuacji uczuciowej. Podoba mi się koleżanka, którą znam od września. Jakoś nigdy nie myślałem o tym, żeby do niej podbijać... Aż do teraz, gdy zacząłem spędzać z nią więcej czasu. W sumie uświadomił mi to po części mój kumpel. Podsumował ją zdaniem: "Platyna, nie złoto...". Ja od siebie dodałem: "Diament, nie platyna...". Dziewczyna po prostu śliczna. Ten błysk w oku, ten uśmiech... ahhh :D Jednak o wiele ważniejszy jest jej charakter... Nie potrafię znaleźc słów, żeby ją opisać. Wszystko pięknie, ale... No właśnie ;x Jestem jej kumplem, tak po prostu. Spotykamy się popołudniami, dużo rozmawiamy, jednak nie wydaje mi się, żeby traktowała mnie jak faceta. Boję się tak po prostu ruszać tą znajomość do przodu, żeby jej nie przestraszyć. Boję się, że stracę koleżankę przez moje głupie zapędy do związku. Swoją drogą życie jest okropne... Stawia mnie w tak strasznie trudnych sytuacjach... Dlaczego to wszystko jest tak trudne ;x Dlaczego muszę dokonywać takich wyborów ;x To chyba jest nieuniknione... W sumie gdyby wszystko przychodziło bez wysiłku, to nikt by nie doceniał darów losu... Po prostu tak musi być. Można nie ryzykować i próbować zadowolić się tym, co da nam los, albo zaryzykować i próbować wyciągnąć od życia więcej, jednak wtedy możemy stracić to, co dostaliśmy...

Co będzie dalej ? Ciężko powiedzieć... Nie wiem czy zbiorę się na odwagę, żeby zaryzykować... To wszystko jest tak trudne ;x Czas pokaże...:)

Kończę na dzisiaj, dobranoc :)

23:22, taki-sobie-ktos
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4